sobota, 30 czerwca 2018

Tak dużo masz, a tyle narzekasz

UWIELBIAM NARZEKAĆ!


"Ciesz się małymi rzeczami,
bo może któregoś dnia obejrzysz się za siebie i zdasz sobie sprawę, że były to 
rzeczy wielkie" 
Robert Brault

Mówi się, że Polacy dużo narzekają i narzekać lubią. Coś w tym rzeczywiście jest. I to nie tyczy się tylko starych, styranych życiem ludzi, którym może w życiu coś nie wyszło. Wiedziałam od dawna, że sama lubiłam się podołować, ponarzekać, jaki to świat jest zły, a ja biedna i nieszczęśliwa. Ale jakoś przymykałam na to oko, no bo co, jak świat jest taki niesprawiedliwy, a ja taka poszkodowana, to mam siedzieć cicho? Do czasu.
Pewnego dnia mój kumpel, który wcale nie jest mi bliski i nigdy za bardzo nie liczyło się jego zdanie, powiedział mi wprost, że narzekam jak stara baba. I dotarło to wtedy do mnie z dwojoną siłą.

Już od dłuższego czasu wprowadziłam sobie zasadę małych kroczków i cieszenia się naprawdę z głupot. A jeszcze potem uświadomiłam sobie, że oprócz tych małych głupot mam naprawdę, naprawdę wiele.

Zaczęłam doceniać swoje zdrowie i zrozumiałam, że w większości ode mnie zależy, jak będę traktować swój organizm. Czy jak śmietnik i maszynę, która nigdy się nie zepsuje czy jednak jak
coś, co wiecznie młode i zdrowe nie będzie.
Wszyscy życzą nam zdrowia i w kółko do upadłego opowiadają o tym, jakie zdrowie jest ważne, ale tak serio, kto w normalnym dniu o tym zdrowiu pamięta? Jest to jest, ale są ważniejsze sprawy, nie? I kto chociaż raz na tydzień pomyśli "Boże, jak dobrze, że jestem sprawny i nie muszę latać po lekarzach". Więc jeśli to czytasz, to zapewne znaczy, że możesz podejść do kompa (a więc masz zdrowe nogi), możesz usiąść i wejść w przeglądarkę (a więc ręce i oczy też sprawne). "O kurczę, no rzeczywiście". No właśnie. :)

Mam takie ogromne szczęście, że spotkałam na swojej drodze fantastycznego chłopaka, który mnie kocha, wspiera i jest wierny. Matko jedyna, a mówi się, że tacy idealni faceci nie istnieją! No, idealni nie, ale mężczyźni, którzy naprawdę kochają i szanują swoje kobiety- istnieją. Więc zamiast znowu narzekać na coś, co zrobił źle według Ciebie Twój chłopak powiedz mu albo napisz, że to niesamowite szczęście go mieć. Bo nadal jest i chce być z Tobą, a przecież mógłby się ulotnić, gdyby tylko chciał. Już nie raz bez swojego mężczyzny nie dałabym rady, jest niesamowitą siłą ciągnącą w górę. Albo pochwal za to, co zrobił fajnego, a co wydawało się "takie oczywiste i jasne". Zawsze jak mój chłopak odwozi mnie autem dziękuję mu za to, bo nie musiał tego robić. Mała, niby błaha rzecz, ale doceniłam to, że przeznacza swój czas na odwiezienie mojej pupy. :)

Mam garstkę przyjaciół i wcale mi to nie przeszkadza, że jest ich tylu, "ile kot napłakał". Bo są to ludzie szczerzy i wiarygodni, nie ma chyba niczego gorszego od zakłamanych ludzi! Tego w ludziach najbardziej nienawidzę. Czuję się przy nich sobą, znają moje wady i to mi wcale nie przeszkadza. Mogę porozmawiać z moimi dziewczynami dosłownie o wszystkim i nie muszę tych problemów się wstydzić. Więc jeśli masz nawet jednego przyjaciela, który jest najlepszym człowiekiem na świecie, to trzymaj się go jak rzep psiego ogona :D Mieć drugiego człowieka, który daje wsparcie i swoje zainteresowanie to niesamowita rzecz, za którą powinniśmy być codziennie wdzięczni (bo zazwyczaj ludzie są znieczuleni i obojętni na drugą osobę- sprawdziłam to na sobie).

Mam rodziców, którzy są dla mnie autorytetem i w przyszłości bardzo chciałabym być z moim mężem takimi samymi rodzicami dla moich dzieci. Oni nigdy nie odmówili mi pomocy, zawsze potrafili powiedzieć coś pozytywnego i dodać pewności siebie. Zawsze wychowywali mnie rozsądnie, z szacunkiem do innych ludzi, zwierząt i przyrody. Nauczyli mnie, że warto być człowiekiem wrażliwym na cudzą krzywdę, mającym zainteresowania i zawsze wmawiali mi, że rzeczywiście lepiej być niż mieć, a jak już mieć, to nie wszystko, bo wszystko do szczęścia nie jest potrzebne. Darzę ogromnym szacunkiem moich rodziców i chyba przez to nie ma w ogóle kłótni między nami. Bo ja im ufam, a oni ufają mi. No i naprawdę, czasami codziennie przebiegają mi przez głowę myśli, że moi rodzice są superfantastyczni i jestem wielką szczęściarą, że nie mam z nimi żadnego konfliktu.

Doceniam to, że mam mojego kochanego psa, że mogę z nim wyjść na spacer. Nie wyobrażam sobie nie mieć zwierząt i myślę, że w całym moim życiu zawsze jakieś zwierzę będzie przy mnie. I doceniam to strasznie, że miałam szansę wziąć psa ze schroniska i dać mu życie, na które on zasłużył- aby zawsze miał pełną michę karmy i wody, spacery i dużo, dużo czułości. Posiadanie psa ze schroniska na pewno czyni człowieka jeszcze lepszym.

Przestałam narzekać na swój wygląd i obarczać cały świat za swoje kompleksy. Był to dosyć długi proces- zrozumieć i zaakceptować, że idealnym się nie będzie, a niektórych mankamentów po prostu trudno się pozbyć. I że są naprawdę ładniejsi ludzie ode mnie. Dziś, jak patrzę na siebie w lustro to widzę naturalną dziewczynę, która jest zadbana i lubi dbać o swoje ciało. Widzę dziewczynę, która mniej więcej już wie, jaki makijaż jej pasuje i w jakich krojach jest jej dobrze. I przede wszystkim widzę młodą kobietę, która wie, że swoją inteligencją i zainteresowaniami jest więcej sobą zaprezentować niż tylko samym wyglądem. Więc jeśli Ci coś nie pasuje w Tobie, to skup się bardzo na tym, co w sobie lubisz i przede wszystkim! przestań tak skupiać się na swoich wadach i rozgadywać wszystkim doookoła (w większości drugi człowiek nawet nie zauważy tej Twojej niby wielkiej, przeraźliwej wady, zanim mu sam o tym nie powiesz- no więc siedź cicho) Ja np. mam cerę trądzikową i nigdy nie będę mieć jej nieskazitelnie gładkiej i jednolitej, ale znalazłam idealny podkład, który mi to ładnie kryje i zaczęłam podkreślać swoje oczy czy usta i przestałam nadawać jak katarynka, że mam taki problem z cerą i to jest takie okropne i niesprawiedliwie i wyglądam tak strasznie.No i jakoś nikt się do mnie jeszcze nie przyczepił, że mam krostki i przebarwienia na twarzy.

Ludzie lubią narzekać na tę "szarą codzienność". I chyba najczęściej właśnie na to narzekają. I ja to w pełni rozumiem. Bo mnie też zdarzają się dni, że wszystko mnie denerwuje, wkurza, w niczym nie widzę sensu i narzekam wszystkim dookoła. Ale zrobiłam sobie mały test- wstawałam rano z pozytywnym nastawieniem, mimo że musiałam coś zrobić, co niekoniecznie mi się podobało. I było o wiele lżej przetrwać taki dzień. Albo wynagradzałam sobie to potem np. jazdą  na rowerze czy poczytaniem przez pół godziny książki i odilozowaniem się od reszty świata. Szara codzienność wcale nie musi być szara, nudna i monotonna. To ludzie sobie tak zakładają, że będzie źle, nudno i bezsensownie.
Ja, gdy mam zły dzień idę na spacer z psem, na rower, słucham (ale serio słucham, a nie przeglądam fejsa z muzyką w tle) muzyki, robię sobie małe spa (bo ta maseczka na pewno sprawi, że obudzę się na drugi dzień piękna jak cholera :D) albo wcinam coś dobrego. I staram się cieszyć właśnie z takich "głupot".

Mam to szczęście, że mnie się w życiu układa. Nie jest idealne, nie takie jak ja sobie to wymarzyłam w snach, ale wiem też, że takie nie będzie nigdy. A jeśli chcę, żeby coś, co sobie wymarzyłam rzeczywiście takie było to staram się robić wszystko, żeby sobie to marzenie przybliżyć- ale do tego trzeba ruszyć cztery litery i małymi krokami dochodzić do tego, niż czekać że spadnie to jak grom z jasnego nieba.

Myślę, że ludzie, którzy są pozytywni i mniej narzekają są ciekawsi i fajniejsi. Bije od nich fajna energia i człowiek ma ochotę się schować i karci siebie w duchu, że jest taką zrzędą (i czuje się jeszcze gorzej i jeszcze bardziej go to wszystko frustruje i zaczyna narzekać, że on taki nie jest (tego uczucia też sama doświadczyłam)). No i błędne koło się zamyka.


A ta piosenka wyzwala we mnie jakąś taką radość:

https://www.youtube.com/watch?v=rYm5tauP5tc


1 komentarz:

  1. Niestety takie czasy, ciągle się narzeka i to nie potrzebnie, bo z tego narzekania nic dobrego nie ma. Szczęście samo przychodzi bez narzekania 😄bardzo mądrze to napisałas😁

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Ala ma bloga , Blogger