poniedziałek, 9 marca 2020

O depresji szczerych słów kilka.

Utarło się jakieś przekonanie, że osoba chora na depresję zawsze jest niezadbana, nie dba o swój wygląd i o higienę osobistą, wiecznie płacze, bardzo izoluje się od innych ludzi i cały dzień gapi się w ścianę. I okej, zazwyczaj tak rzeczywiście jest. Problem jest w tym, że depresja nie musi TYLKO tak wyglądać. Nie ma określonego schematu, punktów, które trzeba spełnić, by zyskać miano osoby chorej na depresję. Taki człowiek może być uśmiechnięty, radosny i taki "jak zawsze". Na zewnątrz tak to może wyglądać. Jednak w środku takiego człowieka kotłuje się od miliona różnych, naprawdę różnych myśli.

Najgorsze rady, jakie może usłyszeć osoba w depresji "Weź myśl pozytywnie, inni mają gorzej" "Inni naprawdę mają większe problemy", "Wiesz, ile osób chciałoby mieć takie problemy jak Ty?".
To nie są rady, które motywują takiego człowieka do działania. Serio. Sprawiają, że jeszcze bardziej wzrasta poczucie winy za ten stan. Jakby tego poczucia winy było za mało. 

U mnie tak było, tak niestety nadal jest. To poczucie winy, że nie mam prawa tak się czuć, bo w moim życiu wszystko się układa, nic w moim życiu nie dzieje się tragicznego i powinnam być szczęśliwa, uśmiechniętą, młodą dziewczyną. Ale nie jestem, pomimo naprawdę wielu chęci bycia osobą pozytywną i zmotywowaną do działania. Uczucie jest strasznie frustrujące, bo ma się tysiąc myśli na minutę o tym, jak żałosnym się jest przez to, że jest się smutnym. O wiele za długo, niż jest to akceptowalne. 

Można mieć gorszy dzień, czy nawet ciężki tydzień. I wtedy spacer, pójście na zakupy, czy poczytanie fajnej książki może pomóc. Ale kiedy jest się chorym na depresję, spacer nie pomoże. To tak, jakby osobie chorej np. na cukrzycę ktoś zaproponował: słuchaj, no wiem, że masz cukrzycę ale może idź na spacer i to Cię wyleczy? Nie pomaga czekolada, nastawienie się pozytywnie do życia. Choćby nie wiadomo jakby się chciało, coś w głowie blokuje tę myśl.

Bo depresja to choroba. I depresję się leczy.

Przed wizytą u psychologa nie dowierzałam, że kiedyś wyląduję w takim miejscu. To nawet nie chodziło o wstyd i jakieś głupie myśli, że chyba powoli staje się czubkiem (a tak serio nie mam myśli, że osoba korzystająca z pomocy psychologa, to czubek ;)), a o taką totalną pustkę w głowie- no bo co ja mam temu psychologowi w sumie powiedzieć? I czy naprawdę jestem tak słaba, że nie radzę sobie sama ze sobą? Czułam się znowu winna i tak strasznie bałam się słów psychologa, który powie, że wymyślam sobie problemy w życiu i nic mi nie jest i nie mam jej zawracać głowy. Serio. Usłyszałam jednak słowa "Dlaczego Pani się za to wini? Tak właśnie Pani się czuje i to są Pani emocje i uczucia". Te słowa siedzą we mnie do dzisiaj. To jest dziwne uczucie, otworzyć się przed totalnie obcym człowiekiem, który w dodatku bierze za to kasę, ale staram się myśleć o tym, że jest to specjalista i osoba, która nie rozwiąże moich problemów, ale może pomoże mi dać siły, by samej sobie z problemem poradzić. Nie da za bardzo na taką wizytę przygotować i ja czułam się totalnie, totalnie dziwnie.

Wizyta u psychiatry też nie należała do tych rzeczy, których bym się spodziewała w swoim życiu. No bo teraz to już serio muszę być jakaś nie halo, skoro idę do psychiatry. Niby lekarz, jak lekarz. Ten od płuc, ten od nogi, a ten od głowy.

A jednak nadal panuje przekonanie, że do psychiatry trafiają ludzie, którzy mają nie halo z głową. Nic bardziej mylnego. Trzeba wyzbyć się takiego myślenia i przede wszystkim nie wstydzić się tego, że ma się problemy i jest się chorym.

Kiedy idziesz do lekarza rodzinnego z przeziębieniem, nie wstydzisz się tego przeziębienia. Idziesz tam, bo chcesz dostać leki i być zdrowym. Tak samo jest z psychiatrą.

Mimo stresu przed wizytą, czuję, że psychiatra mi pomógł- postawił diagnozę i przepisał leki. Nie jest to łatwa sprawa, gdy wiesz, że przyjmujesz antydepresanty. Trzeba znowu zmienić myślenie, że jest to po prostu lek, a nie największy grzech i wcielone zło. No bo znowu to słowo tak strasznie brzmi i kojarzy się z "czubkami", którzy się tną i ubierają na czarno. A ogólnie przyjęte myślenie społeczeństwie o lekach na depresję "Antydepresanty? Jezus Maria, nie boisz się?!" "A jak Cię zmienią i otępią?" "A czy to bezpieczne?" niestety powoduje, że sam obawiasz się konsekwencji.

Kiedy masz problem i coraz bardziej dostrzegasz, że rzeczywiście nie jest okej, wizyta u psychiatry i najlepiej jeszcze u psychologa uważam, że jest kluczowa. Kiedy nie umiesz już sam sobie poradzić, przyjaciele i rodzina nie potrafią Cię zmotywować i Ty sam czujesz, że jakoś powoli wszystko staje się bez sensu i takie bezosobowe, to jest ten moment, by prosić o pomoc.

Podobno bardzo dużym problemem w dzisiejszych czasach jest samotność. Wszyscy mamy dużo znajomych, przyjaciół, mamy super udane życie towarzyskie. A podobno, tak naprawdę, czujemy się niesamowicie samotni i niezrozumiani.

A osoba z depresją czuje to jeszcze bardziej i mocniej. Najgorsze jest to, że bardzo często izoluje się od ludzi i zostaje z problemem sama. A często potrzeba tej dobrej duszy, która wyciągnie pomocną dłoń. Mnie pomogli bardzo rodzice, mój Marcin i moje najbliższe przyjaciółki. Rodzice zachowali się cudownie i gdy w końcu podzieliłam się z nimi problemem, nie usłyszałam "Nie wymyślaj. Sobie coś ubzdurałaś, przecież w życiu masz wszystko".  Dostałam mnóstwo wsparcia, spokoju i zrozumienia. Pamiętam, jak mama powiedziała mi: "Wiesz, to tak naprawdę w mózgu zachodzą biochemiczne reakcje. Z tego da się wyjść. Nie obwiniaj się za ten stan".  A mój Marcin, który żyje przecież ze mną na co dzień, po prostu przyjął do wiadomości, że potrzebuję tej pomocy, ogromu wsparcia i zrozumienia. Nie robi mi wyrzutów, jest przy mnie cały czas i na wszelkie sposoby stara się wywoływać u mnie uśmiech (i to mu się udaje! :))

Samemu jest ciężko, bo człowiekowi wydaje się, że tylko on tak ma, że jest jedyną osobą na świecie, która ma taki problem. Ale okazuje się, że mnóstwo, naprawdę mnóstwo ludzi ma depresję, lęki, czy załamania nerwowe. I to jest, w pewien sposób, pocieszające, bo wiesz, że inni mają podobnie. I że wcale nie jesteś takim czubkiem i odmieńcem. I kiedy masz wsparcie w tych najbliższych, jest nadal ciężko, ale na pewno lepiej i raźniej.

Depresja to nadal temat TABU. Niby wszędzie się trąbi o tym, że to choroba cywilizacyjna, że to jest naprawdę duży problem i wyznacznik naszych czasów, ale nikt się nie przyzna, że ma problem, bo to wstyd, bo nie można pokazać, że jest się słabym człowiekiem (chociaż nie rozumiem, skąd to przeświadczenie, że taki człowiek musi być człowiekiem słabym), bo trzeba w życiu mieć twardą dupę, a leki są dla słabych.

Uważam, że najważniejsze, to zdać sobie sprawę z problemu i prosić o pomoc- przede wszystkim specjalistów. To nie są ludzie, którzy nas zjedzą- oni są po to, by pomóc.

https://www.youtube.com/watch?v=PNHQO_GmZpU

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2016 Ala ma bloga , Blogger