środa, 3 czerwca 2020

Śmierć w czasach zarazy.

Pandemia koronowirusa nie spowodowała, że zmieniłam swoje życie. Nie rzuciłam pracy i nie przeprowadziłam się na Malediwy ani nie zaczęłam wyciskać każdego dnia jak cytryny, robiąc przez całą dobę produktywne i ekscytujące rzeczy.

Przeczytałam wiele książek mądrzejszych ode mnie ludzi, grałam w Simsy totalnie się relaksując i rozluźniając, jeździłam na rowerze i spacerowałam. Pozwalałam sobie na dłuższe spanie i czekałam, aż antydepresanty zaczną działać, bo bardzo już nie chciałam myśleć o śmierci.

Zaczęła się pandemia koronawirusa, a ja zaczęłam się leczyć. I z całej tej dawki informacji, jak myć ręce i jak nie nosić maseczek była jedna informacja, a raczej obraz, który utkwił mi w pamięci i strasznie zasmucił. I on w jakiś sposób zmienił moje myślenie. I o życiu i o śmierci.

Włochy. Pełno trumien i anonimowych ludzi, których już nie będzie mi dane spotkać i poznać. Zapewne, nawet jakby żyli i tak miałabym bardzo małe szanse, prawie że zerowe móc zobaczyć tych ludzi. Ale oni już nie żyją. Zapewne nie chcieli śmierci i nie chcieli odchodzić z tego świata, ale nie mieli wyboru. Zmroziło mnie to. Większość tych ludzi miało żony, mężów, partnerki, partnerów. Zapewne kredyty i pracę od 8:00 do 16:00. Wracali do domów, jedli obiad, przeczytali coś w internecie, poszli pobiegać. Na pewno niektórzy z nich planowali super wakacje lub kolejną samodzielną wyprawę. Właśnie się rozwiedli, właśnie umarła im bliska osoba, właśnie dostali podwyżkę w pracy. Prowadzili "normalne" życie i mieli swoje problemy, obowiązki i powody do uśmiechu, jak każdy na tym świecie. Bardzo często myślę o tych ludziach w trumnach, chociaż nie widziałam ich twarzy i nie dowiem się, jakimi byli ludźmi. Patrzyłam na ten obrazek żywa, ciepła, czułam bicie serca, oddech i miałam czucie w ciele. Mogłam się zasmucić i wzruszyć.

Na śmierć mamy również wpływ. No bo możemy zdecydować- chce nam się żyć na tym świecie, albo i... nie. To jest dla mnie bardzo ważne odkrycie w życiu (mimo że tak banalne).

Osoby w depresji myślą o śmierci. I to niekoniecznie chodzi o popełnienie samobójstwa.

Pamiętam, jak kiedyś w nocy obudziłam się przez dręczącą mnie myśl. Usiadłam na łóżku i zaczęłam intensywnie myśleć o tym, że kiedyś umrę i nie ominę tego. Mogę się starać jak tylko mogę, ale nie ominę śmierci. Był to też moment, kiedy czułam się strasznie źle i nie potrafiłam znaleźć w sobie motywacji, by się uśmiechać i cieszyć się z tego, co mnie otacza, z tego, co mam. Zaczęłam brać leki  i musiałam się uzbroić w cierpliwość, bo lek miał zacząć działać dopiero po 8 tygodniach. Tak więc myśli dotyczące bezsensowności życia i jedynej sprawiedliwości na tym świecie (czyli śmierci właśnie) towarzyszyły mi bardzo często.

To, co napisałam, nie jest przyjemne, jest bardzo depresyjne, smutne, przygnębiające, ale prawdziwe i szczere. Można odwrócić głowę i powiedzieć "Kiedyś umrę, ale jeszcze nie teraz" "Całe życie przede mną" "Nie myślę o śmierci, bo to odległa przyszłość". Hmm, no niekoniecznie. Myślę, że właśnie ci ludzie w tych trumnach coś o tym "wiedzą"...

Moim zdaniem śmierć jest tematem tabu. Boimy się jej strasznie i wolimy udawać, że ona nas nie dotyczy i nam się ona nie przydarzy. Ale pomimo tego, ludzie już od tysiącleci starają się ją jakoś zobrazować- w literaturze czy w malarstwie, przybliżyć nam ją i oswoić się z nią.

Kto z nas nie zna słynnego tańca śmierci, czyli danse macabre?


Nie chodzi mi w tym poście, by poddać się i rzucić wszystko w życiu i czekać na to, co nieuniknione.

Jakkolwiek to nie brzmi dziwnie i śmiesznie, mnie motywuje to do tego, by żyć, czerpać z tego życia i cieszyć się nim.  Tych ludzi w trumnach już nie ma, a ja jestem! Jestem! Nadal mogę robić tyle rzeczy w życiu. A jeszcze tak niedawno było to dla mnie bardzo, bardzo ciężkie.

Mój drogi Czytelniku, czytasz to, a więc jesteś i możesz żyć tak, jak tylko zechcesz.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2016 Ala ma bloga , Blogger